Ultramaratończyk z Podlasia biegnie do Aten. W środę Piotr Kuryło spotkał się z lubartowskimi biegaczami

piotr_kuryloCzęsto powtarza, że człowiek powinien walczyć do końca, niezależnie od rezultatów. Tych słów nie zostawia bez pokrycia. Znajdują one odzwierciedlenie w każdym jego kolejnym dokonaniu. Przekonali się o tym ci, którzy odpowiedzieli na zaproszenie Stowarzyszenia ALWERNIA i przyszli na spotkanie z ultramaratończykiem Piotrem Kuryło.

Samo słowo „ultramaratończyk” nie oddaje w pełni doświadczeń tego człowieka. Podczas środowego spotkania w klasztornej, kapucyńskiej piwnicy podzielił się swoją historią, która liczy kilka „wypraw życia”. Przygoda Piotra Kuryło z bieganiem rozpoczęła się kilkanaście lat temu od startu w Maratonie Warszawskim. Potem przyszedł czas na kolejne, nie tylko kilkudziesięcio, ale i kilkaset kilometrowe dystanse w Polsce i na świecie.

W sierpniu 2010 roku Piotr Kuryło wyruszył na zachód z Augustowa. Po to, aby po 365 dniach wrócić na miejsce startu od wschodu. Tak rozpoczął się jego największy bieg, który stał się także tłem dla książki „Ostatni maraton”. Na „Bieg dla pokoju”, bo taką nazwę i intencję zyskał, składało się ponad 20 tysięcy kilometrów wokół kuli ziemskiej. Piotr jedynie oceany Atlantycki i Spokojny pokonał samolotem. Resztę dystansu przebył o własnych nogach, biegnąc dziennie średnio 70 kilometrów. Tak zrodziła się historia, o której przeczytać można we wspomnianej książce. Część tej opowieści, opatrzoną pokazem zdjęć i anegdotami z podróży, mieli okazję poznać goście spotkania w Klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów w Lubartowie.

Tytuł „Ostatni maraton”, który najpierw był obietnicą złożoną żonie, po niespełna trzech latach zdezaktualizował się. W marcu tego roku Piotr Kuryło wyruszył w kolejny bieg. Tym razem punktem na mapie był Watykan, a w kalendarzu dzień kanonizacji Jana Pawła II. Cel osiągnął, pokonując wcześniej 3 tysiące kilometrów. W międzyczasie, w przeciągu trzech lat od ukończenia biegu dookoła ziemi, kajakiem przepłynął także Wisłę pod prąd i przejechał rowerem z Lizbony do Władywostoku.

W Lubartowie także znalazł się nie przez przypadek. Nasze miasto było jednym z przystanków jego najnowszej podróży. Piotr tym razem biegnie do Aten. Także samotnie, także pokonując 70 kilometrów dziennie. Do Grecji dotrze pod koniec września. Weźmie tam udział w jednym z najtrudniejszych ultramaratonów na świecie – Spartathlonie. Jego dystans wynosi 246 km, a trasa biegnie przez niekiedy ekstremalnie górzyste tereny. W boju bierze udział kilkuset biegaczy z całego świata. Tylko 40% z nich dobiega do mety. Piotrowi udało się to dotąd trzy razy. W 2007 roku metę przekroczył jako drugi zawodnik. W tym roku zamierza być najlepszy.

Jak zdradził podczas środowego spotkania, wygrana w tym maratonie warta jest nagrody. Zazwyczaj najlepsi otrzymują nagrody pieniężne. Tutaj zwycięzca zyskuje coś znacznie trwalszego. Nazwiska zdobywców pierwszych miejsc zostają wyryte na kamiennej tablicy w Sparcie.

Jednak nie tylko zapisanie się w historii tego miasta jest motywacją Piotra. Jego wyprawie przyświeca hasło „Walcz z chorobą”. Chce w ten sposób zmotywować osoby, które na co dzień zmagają się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Szczególne miejsce w tych intencjach zajmuje żona ultramaratończyka, która od niedawna sama zmaga się nowotworem. Ten bieg jest także dla niej.

Od środy Piotrowi towarzyszy także zdjęcie rocznej Julki Piskorskiej, dla której nieustannie trwa zbiórka pieniędzy. Bez kosztownej operacji dziewczynce grozi amputacja nóżek. Teraz Piotr Kuryło swój wysiłek poświęca również Julce.

Spotkanie z mieszkańcami Lubartowa miało jeszcze jeden wymiar. Była to forma przygotowania do I Lubartowskiego Półmaratonu „Bez granic”. Piotr zgodził się objąć patronatem organizowaną przez Stowarzyszenie ALWERNIA i lubartowskich biegaczy imprezę. 7 września miłośnicy długich dystansów podejmą trud przebiegnięcia ponad 21 kilometrów. W tym samym dniu ze swoimi słabościami mierzyć się będą także osoby niepełnosprawne, które pobiegną na przygotowanym specjalnie dla nich dystansie. Całe wydarzenie ma zwrócić uwagę na obecność i potrzeby osób ograniczonych fizycznie bądź psychicznie. Hasło „Bez granic” ma udowodnić, że barierę stanowią tylko nasze uprzedzenia, niechęć i brak wiary w możliwości drugiego człowieka.